"Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Ja z dnia na dzień, gdy wracałem do domu, czekałem z utęsknieniem, aż się zjawisz, by do Ciebie napisać. Tęskniłem, gdy Cię nie było, a gdy byłaś, bardzo się cieszyłem. Uśmiechałem się do telefonu. Bardzo lubiłem z Tobą pisać. Byłaś dla mnie najważniejszą osobą. Zacząłem mówić Ci, że Cię kocham, bo w przyjaźni tez jest potrzebna miłość, bo przyjaciół się kocha... Jakoś wtedy zacząłem coś do Ciebie czuć. Chociaż pisaliśmy codziennie, mi zawsze było mało. Nawet czasami czułem jakieś dziwne, tajemnicze kłucie w sercu... I wtedy.... po tych naszych nocnych SMS-ach.... gdy jak zwykle napisaliśmy sobie "kooooocham Cię ^^".... wtedy zrozumiałem, że naprawdę Cię kocham. Zauważyłem, że szukałem miłości nie tam, gdzie trzeba, a miałem ją pod samym nosem. Że to uczucie, które pojawiło się nie wiadomo kiedy i żyje ze mną, to miłość. Pojąłem, że Cię kocham. Miałem tą miłość dosłownie pod samym nosem, bo za każdym razem, czekając na wiadomość od Ciebie, opierałem telefon o tę część twarzy nad górną wargą i z błyszczącymi oczami patrzyłem w przestrzeń. To było 14.12.2011 r., następnego dnia. Powiedziałem Ci to, może bez głębszego namysłu, że mogę zniszczyć naszą przyjaźń... później dopiero zacząłem się bać. Gdybym zniszczył naszą przyjaźń nigdy bym sobie tego nie wybaczył... Ale na szczęście nic się nie zmieniło. Powiedziałaś tylko, że potrzebujesz trochę czasu do namysłu... Rozmawialiśmy nadal tak, jak dawniej. Ale ja ze świadomością, że Cię kocham. Minęły dwa dni... Późny wieczór... Stwierdziłaś, że dziwnie się czujesz. Miałaś taki smutno - melancholijny nastrój. Powiedziałaś, że czujesz się tak, jakbyś się zakochała. "
"Pamiętam to. To było 16.12.2012 roku. Czułam się zakochana. Czułam się zakochana, ale tak bardzo, jak jeszcze nigdy nie byłam. Problem w tym, że nie wiedziałam, kogo kocham. Siedziałam i myślałam. Ale wciąż nie mogłam dojść, kogo ja tak kocham. Powiedziałam Ci to. Zawsze Ci mówiłam o tym, co mnie trapi, więc teraz też Ci o tym powiedziałam. Odrzekłeś, że czujesz to samo. Zapytałam, czy chodzi o tą dziewczynę, w której kochałeś się przedtem. Ku mojemu zdziwieniu odpowiedziałeś "nie". Zapytałam w kim. Pamiętam dokładnie, co wtedy powiedziałeś. :"Pamiętasz, o czym mówiłem Ci dwa dni temu?" Oczywiście, jak mogłam nie pamiętać? Wciąż miałam zapisaną w skrzynce treść SMSa: "Jesteś kobietą, o której każdy facet marzy i jesteś dziewczyną, dla której nie jeden zabiłby." Trochę zniekształcone słowa piosenki Tałiego-Przytulić Cię Chcę. Taaak. Wspominając to, poczułam ciepło. Wiedziałam już, że to Ciebie kocham. Zadałam Ci kilka pytań, po czym wyznałam Ci to samo. I wtedy się zaczęło. Chodź w sumie pisaliśmy podobnie, jednak trochę inaczej. Doszło tylko "kotku", "misiu", "kochanie", no i chciałam pisać z Tobą jeszcze więcej. I oczywiście czułam tą miłość. I czułam też tęsknotę. Kiedy poznałam, co to jest ból? Było to 14.01.2012 roku. Powiedziałeś mi, że już mnie chyba nie kochasz. Że to chyba było tylko zauroczenie. I wtedy poczułam to, co czułam później podczas każdej kłótni, za każdym razem, gdy nieumyślnie sprawiałeś mi przykrość, a ja po prostu Ci o tym nie mówiłam... Okropne uczucie. Czasami jakby coś wbijało się w serce. Ale najczęstszy i najbardziej realny był inny ból. Coś jakby ostry, ząbkowany nóż regularnie, co kilka sekund mocno wbijał mi się w brzuch i powoli po nim przejeżdżał...Ale po tygodniu znowu do siebie wróciliśmy. Zapragnęłam się spotkać. Nie wiem, czy Ty także tego chciałeś, ale mówiłeś, że tak. Próbowałam na wszelkie sposoby, kłóciłam się z rodzicami.... aż w końcu jedyne, co nas dzieliło to to, abyś Ty powiedział o mnie swoim rodzicom. Nie chciałeś tego zrobić. Zaczął się cały miesiąc kłótni, płaczu, żalów.... Aż w końcu podjąłeś decyzję, jednak inną niż się spodziewałam. Nie mówiąc nic rodzicom, przyjechałeś. Było wspaniale. Choć strasznie się wstydziłeś, nie przeszkadzało mi to. Było to... 24.03.2012 roku. Na koniec spotkania poczułam, że buziakiem w policzek przełamałam pierwsze lody. Następne spotkanie, 28.04.2012 roku było cudowne. Ja przyjechałam do Ciebie, poznałam Twoich rodziców... Pierwszy pocałunek, leżąc nad brzegiem Odry... potem drugi, trzeci, piętnasty, pięćdziesiąty.... Dużo było pocałunków tego dnia. Jak i na następnym spotkaniu, 26.05.2012 roku, kiedy Ty przyjechałeś do mnie. Chociaż kłóciliśmy się czasami, chociaż czasami sprawiasz mi ból, to nie żałuję ani chwili spędzonej razem z Tobą."



