Czy widziałeś kiedyś tą cudowną czerwień,
Gdy słońce o wschodzie wysuwa się subtelnie
Nad horyzontem, a cały świat, cała Ziemia
Otulona jest w ciepłych, słonecznych promieniach?
Choć poranek mroźny, może troszkę mglisty
Lub jak szklanka pełna czystej wody przezroczysty,
To jednak słońce, ognista kula, z daleka
Ogrzewa nas, ciepłe promienie płyną jak rzeka.
Czy widziałeś kiedyś ten intensywny zielony
Kolor trawy? Dalej gdzieś ptak krzyczy wystraszony
Przez lisa, który w tej całej zieleni się czai.
Ty leżysz, słuchasz wiatru, który dla Ciebie utaił
Pieśń, całkiem nową. Słyszysz wiatr, niby pomruk cichy
Niesie wraz ze sobą zapach kwiatów. Ich kruche kielichy
Wypełnione po brzegi złotawą poświatą życia,
Którą małe, piękne stworzenia, niby duszki, czerpią z ukrycia.
Czy widziałeś kiedyś góry do nieba się pnące,
Za które to się chowa piękne słońce zachodzące?
Wielkie, potężne szczyty, niby z gniewu Boga
Wyrzucone z nagła ze skorupy Ziemi, jakoby przestroga.
W nich ukryta jest moc, potęga nigdy niewyjaśniona,
Z lekka białym, skrzącym się w słońcu śniegiem przyprószona.
Szczyty, wzniesienia, zapadliny, jaskinie, dziury...
Natura na wieki wieków uśpiona - góry.
Pamiętasz ta czerwień? Tak krwawi moje serce,
Gdy myślało, że nie będzie już zranione nigdy więcej
I się zawiodło. A tamta łąka calutka zielona
Cała śpiewem ptasząt, zapachem kwiatów wypełniona,
Ten spokój, ta harmonia... To jest to uczucie,
Gdy trzymasz mnie w ramionach i chronisz przed zepsuciem.
A góry... pamiętasz jak wielka płynęła nich potęga,
Jaka moc i siła..? Czy widzisz? Taka właśnie jest nasza miłość.
Wielka.
Escrito.
Vida. Amor. Sentimientos. Dolor. Lágrimas. La felicidad. Todo.
piątek, 20 kwietnia 2012
niedziela, 15 kwietnia 2012
Pod osłoną nocy
Jest już noc chociaż gwiazd jeszcze nie widać. Siedzę sama na tarasie, na stole, nogi trzymam na ławce. Smutno mi.
Strasznie smutno.
Jestem straszliwie samotna.
Nikt mnie nie chce.
Boli mnie serce.
Dużo myślę o sobie. Co jest ze mną nie tak? Dlaczego nikt mnie nie rozumie? czemu nikomu się nie podobam? Jestem już bliska płaczu, kiedy dokładnie przed moim tarasem przechodzi kolega z paroma znajomymi. Śmieją się i szturchają. Zauważyłam, że kolega zerknął w moją stronę. Nie przywitał się ze mną ani nic... Powiedział akurat znajomym, że musi już iść do domu. Pożegnali się i poszli dalej.
Nie zauważyli mnie.
Jak zwykle.
Zamknęłam oczy i oparłam głowę na rękach. Nasunęło mi się tylko jedno pytanie: "Dlaczego?"
Nagle poczułam, że ktoś dotyka mojego ramienia. Poczułam przyjemne łaskotanie i delikatny dreszczyk. Usłyszałam głęboki, męski głos. Zza zasłony włosów zerknęłam kto to taki może być.
To był mój kolega.
- Wszystko w porządku? - spytał.
- Nie. - odpowiedziałam cicho, żeby nie usłyszał drżenia w moim głosie.
Nie spytał co się stało.
Westchnęłam, wyprostowałam się i przerzuciłam włosy na lewe ramię, po czym znowu usiadłam jak wcześniej; łokcie oparte na udach, ręce złożone na brodzie.
Poczułam, że kolega siada obok mnie. Przytulił mnie swoim ramieniem.
I wtedy coś spostrzegłam.
Kolega zmienił się w moich oczach.
Przestałam widzieć w nim kurdupla (ledwie 2 cm wyższy ode mnie) z trądzikiem na twarzy.
Zauważyłam w nim coś innego.
Zobaczyłam, że ma piękne, zielone oczy, okulary w czarnej oprawce dodające mu wiele uroku, cudowne włosy w kolorze ciemnego brązu, ładne zarysowane mięśnie na rękach, a ręce, z widocznie zarysowanymi liniami żył, dawały dziwne poczucie bezpieczeństwa.
Przypomniało mi się jego zachowanie. Zawsze był miły, bardzo rzadko używał wulgaryzmów, uprzejmy.... po prostu cudowny.
Zdziwiłam się, że nie zauważyłam tego wcześniej.
Poczułam taki... jakby impuls. Odwzajemniłam jego uścisk i oparłam głowę na jego ramieniu.
i siedzieliśmy tak bardzo długo, bez ruchu, bez słowa, wpatrując się w rozgwieżdżone już niebo i owinięte nocą jezioro.
I tylko ledwo słyszalny szept przerwał tę długotrwałą ciszę.
- Kocham cię. - powiedział
* * * * *
Strasznie smutno.
Jestem straszliwie samotna.
Nikt mnie nie chce.
Boli mnie serce.
Dużo myślę o sobie. Co jest ze mną nie tak? Dlaczego nikt mnie nie rozumie? czemu nikomu się nie podobam? Jestem już bliska płaczu, kiedy dokładnie przed moim tarasem przechodzi kolega z paroma znajomymi. Śmieją się i szturchają. Zauważyłam, że kolega zerknął w moją stronę. Nie przywitał się ze mną ani nic... Powiedział akurat znajomym, że musi już iść do domu. Pożegnali się i poszli dalej.Nie zauważyli mnie.
Jak zwykle.
Zamknęłam oczy i oparłam głowę na rękach. Nasunęło mi się tylko jedno pytanie: "Dlaczego?"
Nagle poczułam, że ktoś dotyka mojego ramienia. Poczułam przyjemne łaskotanie i delikatny dreszczyk. Usłyszałam głęboki, męski głos. Zza zasłony włosów zerknęłam kto to taki może być.
To był mój kolega.
- Wszystko w porządku? - spytał.
- Nie. - odpowiedziałam cicho, żeby nie usłyszał drżenia w moim głosie.
Nie spytał co się stało.
Westchnęłam, wyprostowałam się i przerzuciłam włosy na lewe ramię, po czym znowu usiadłam jak wcześniej; łokcie oparte na udach, ręce złożone na brodzie.
Poczułam, że kolega siada obok mnie. Przytulił mnie swoim ramieniem.
I wtedy coś spostrzegłam.
Kolega zmienił się w moich oczach.
Przestałam widzieć w nim kurdupla (ledwie 2 cm wyższy ode mnie) z trądzikiem na twarzy.
Zauważyłam w nim coś innego.
Zobaczyłam, że ma piękne, zielone oczy, okulary w czarnej oprawce dodające mu wiele uroku, cudowne włosy w kolorze ciemnego brązu, ładne zarysowane mięśnie na rękach, a ręce, z widocznie zarysowanymi liniami żył, dawały dziwne poczucie bezpieczeństwa.
Przypomniało mi się jego zachowanie. Zawsze był miły, bardzo rzadko używał wulgaryzmów, uprzejmy.... po prostu cudowny.
Zdziwiłam się, że nie zauważyłam tego wcześniej.
Poczułam taki... jakby impuls. Odwzajemniłam jego uścisk i oparłam głowę na jego ramieniu.
i siedzieliśmy tak bardzo długo, bez ruchu, bez słowa, wpatrując się w rozgwieżdżone już niebo i owinięte nocą jezioro.
I tylko ledwo słyszalny szept przerwał tę długotrwałą ciszę.
- Kocham cię. - powiedział
* * * * *
Pustka
Kolonia. Dyskoteka. Świetny humor. A może to się stania dzisiaj?Przyjaciółka wyciąga mnie do tańca. "A co mi tam" - myślę. "Postaram się o nim nie myśleć. Chociaż przez jeden wieczór.
Bawię się świetnie. Tańczę, śpiewam. Nie zważam na nic. On parę razy na mnie zerka. Nie obchodzi mnie to. Tańczę i śpiewam dalej. Po raz pierwszy normalnie bawię się na dyskotece.
Wystarczyło jedno. Jedna, jedyna piosenka podziałała destrukcyjnie na moje poczucie humoru. Jaka? Nie pamiętam tytułu. Wiem, że to był czas dla zakochanych. Ten nikły czas, jedna piosenka mówiąca dwóm ludziom bardzo wiele. Był to czas na zatańczenie wolnego.
Nie, wcale nie zdenerwowało mnie to, że tańczył z kimś innym. Że jeden tańczył z K. a drugi z A.
Zdenerwowało mnie to, że nie minęła nawet minuta, a K. i A. przytulały się już w wolnym tańcu do kogoś innego.
Dlaczego tych dwóch chłopców tego nie widziało?
Dlaczego widziałam to tylko ja?
"Nie martw się nimi. To zwykłe szmaty"- pocieszyła mnie Przyjaciółka. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że gapię się z przymrużonymi oczami na te dwie dziewczyny.
Że ściskam ramię Przyjaciółki odrobinę zbyt mocno.
"Wiem. Przepraszam" - odpowiedziałam. Przyjaciółka przyjrzała mi się badawczo po czym poszła tańczyć z M.
Zostałam sama.
Leciał już drugi wolnym
Odwróciłam się tyłem do parkietu, rozłam się wygodnie na krzesłach, podparłam się o stół. Widziałam przez otwarte okno ośrodek i zatopione w mroku góry. Ale to nie one mnie obchodziły.
Siedziałam, bez opamiętania wpatrzona w gwiazdy.
I myślałam.
"Jak to jest, że ja to widzę? Że nie widza tego oni? Te dziewczyny się nimi bawią".
Zerknęłam z bólem na parkiet. Znowu tańczyły z kimś innym.
Spojrzałam z powrotem w gwiazdy.
Przyszło mi do głowy powiedzenie: "Postaw wszystko na jedną kartę".
"No tak, w sumie mogłabym" - pomyślałam.
Ale zaraz potem się przeraziłam. Jakie one mają karty? Tego nie wiem. Co będzie, jeżeli wystartuję do nich z trójką lub piątką, a one będą miały same asy?
Przegrana na miejscu.
Wielka porażka.
Nie postawie nic na jedna kartę. Rzut oka na te dziewczyny zapowiadał wielką porażkę.
I już nie chodziło o tamtych dwóch chłopaków. Chodziło mi o wszystko ogólnie.
Dlaczego nikt, żaden chłopak mnie nie zauważa?
Odpowiedziałam sobie sama
Jestem nikim.
Jestem po prostu zerem.
Nawet nie!
Zero to jednak coś. Nikt zresztą też. Mówimy:" Nikogo tu nie ma". Czyli zauważamy jednak, że Nikt sobie poszedł.Nie mówimy przecież:"Nikt tu jest".
"Kto ci się podoba?" - pytają się nas
"Nikt" - odpowiadamy. Ten Nikt często przewija się w rozmowach. Nikt to jednak jest Ktoś.
A ja?
Chyba nie jestem nawet nikim.
Jestem pustką.
Koło pustego miejsca, koło dziury, koło powietrza przechodzimy obojętnie.
Nie zauważamy go.
Pustki się po prostu nie widzi.
Tak samo jak mnie.
"Jak walczyć to do końca, a jak tańczyć to bez końca" - powiedziałam sobie i wstałam z miejsca tańczyć "Sexualną".
Nie bawiłam się jednak tak, jak wcześniej.
Zmuszałam się do uśmiechu.
Zmuszałam nogi do tańca.
sobota, 14 kwietnia 2012
Początek.

Nie oszukujmy się. To ja, sweet_suzy.
Interesuję się pisaniem, co inni mają za sztywniackie i dla kujonów.
Nie palę, nie piję, nie ćpam, zachowuję czystość do ślubu, czyli jestem sztywna.
Nie śmieję się, gdy ktoś robi z siebie idiotę, czyli jestem poważna.
Słucham innej muzyki niż inni. Robię co innego niż wiele osób. Jaki jest sens przyjaźnienia się z kimś takim, jak ja, jeżeli kompletnie się go nie rozumie?
Czy zastanawiało Cię kiedyś, co by było, gdybyś umarł?
Kto by za Tobą płakał, co by powiedzieli na Twoim pogrzebie?
Hmmm.... dlaczego o człowieku mówi się dobrze tylko wtedy, kiedy umrze?
Dlaczego jest tak, że najpierw się go poniża i pluje na niego, a potem, kiedy ten człowiek umiera, mówi się o nim jak najlepiej?
Dlaczego człowiek jest doceniany tylko po śmierci?
Bądź sobą. Nie próbuj się nikomu podporządkować. nie próbuj zdobywać przyjaźni na siłę. Ja próbowałam. Zmieniałam się, dla różnych ludzi, w różne osoby. tak na pstry. Teraz stało się. Nie wiem kim jestem, jaka jestem, co lubię. Jest tak, jakby siedziało we mnie kilka osób. Rozpadłam się. Dlatego NIGDY ni próbuj tego zrobić, zgoda?
Nie potrafię być sobą.
Właśnie w tym tkwi problem, wiesz? Za długo podporządkowywałam się innym.
Za długo bałam się znowu być wyśmiana.
Nie wiem kim jestem ani jaka jestem.
To jest we mnie. Po prostu nie umiem się określić. Jestem taka jakby.... rozłamana.
Tak jakbyś pokroił tort i każdy kawałek nasączył innym aromatem. Wyglądać będą tak samo, wiesz?
Ale nie będą takie same.
Subskrybuj:
Posty (Atom)